Pocisk moździerzowy (Fot. na podstawie strony)
Hel był
specyficznym miejscem do mieszkania. W czasach, gdy byłam dzieckiem, było to niewielkie
miasto otoczone z trzech stron wodą, a z czwartej – bramą. Jak wiadomo z
historii podczas niemieckiego ataku na Polskę w 1939 roku długo i dzielnie
bronił się przed wrogiem. Z tego powodu pewnie, a także z tego, że znajdowały
się tam wszędzie rozległe tereny wojskowe można było bardzo często natknąć się
na różnego rodzaju niewypały i niewybuchy. Tereny ogólnodostępne dla ludności
były na ogół dość dobrze przeczesane i sprawdzone, ale na terenach jednostek
wojskowych bardzo często znajdowały się jakieś pordzewiałe szczątki. Jednocześnie
ogrodzenia ciągnące się kilometrami, sporządzone często tylko z drutu
kolczastego rozciągniętego na słupkach, dla nas wszędobylskich dzieciaków nie
były wystarczającą przeszkodą. Właziliśmy bardzo często na tereny wojskowe i
choć rodzice nam tego zabraniali, to co zabronione podobało nam się
najbardziej. Była to też taka zabawa w "kotka i myszkę" z wojskowymi,
którzy czasem nas przeganiali z terenów zabronionych. Szybko jednak wiedzieliśmy
gdzie i kiedy przechodzą, rzadziej czy częściej. Do tego dostosowaliśmy swoje
plany zabawowe. Z punktu widzenia dorosłego człowieka wiem, że było to bardzo
ryzykowne i groziło nam wiele niebezpiecznych sytuacji, jednak grupce
przyjaciół żądnych wrażeń bardzo się to podobało. Niebezpieczeństwo na które
się narażaliśmy powodowało, że sami siebie bardziej podziwialiśmy za brawurowe
pomysły, które udało się zrealizować.

