Wspomnienia - Sat-Okh

wtorek, grudnia 09, 2014


Okładka bułgarskiego wydania książki Stanisława Supłatowicza - Sat-Okha

Od dziecka - być może z powodu wpływu pierwszych lat spędzonych na Helu - lubiłam przestrzeń, poczucie wolności, czy powiewu wiatru. Nie bez znaczenia jest pewnie i to, że zodiakalnym strzelcom te odczucia bardzo odpowiadają. Bardzo lubiłam też - jak pewnie wiele innych dzieci - oglądać filmy o Indianach. Swego czasu można było oglądać takie produkcyjne kooperacje europejskich filmowców. Najbardziej znany był cykl oparty na powieściach Karla Maya z Winnetou i Old Surehandem w głównych rolach.


W niedzielnym Teleranku (program dla dzieci) także pojawił się w latach 70-tych Sat-Okh (pol. Stanisław Supłatowicz). Bardzo ciekawie opowiadał swoje wspomnienia z czasów, gdy żył wśród Indian (Szawanezów). Tak się złożyło, że mój tata (oficer marynarki handlowej) pracował razem z polskim Indianinem. Nie pamiętam już dokładnie na jakim to było statku, Supłatowicz pełnił wtedy funkcję motorzysty. Tata zawsze dowcipnie o nim opowiadał, lubił sobie z niego pożartować. Zapamiętałam szczególnie to, że pan Stanisław miał słaby wzrok i czasem w pracy nie wszystko dostrzegał. Tata śmiał się i nazywał go z tego powodu Ślepy Pew. Wydaje mi się, że lubili się i tolerowali swoje poczucie humoru nawzajem.

W latach 1977-78 odwiedziliśmy Stanisława Supłatowicza w jego domu we Wrzeszczu, przy al. Wojska Polskiego. Byłam wtedy nastolatką, a moja młodsza siostra miała ze cztery lata, mniej więcej od tylu mieszkaliśmy już w Gdańsku. Dzisiaj żałuję, że nie wzięliśmy aparatu i nie zrobiliśmy wtedy żadnych zdjęć, bo nawet nie za bardzo mam co pokazać. Bardzo mi się podobało u Indianina. Mieszkanie na parterze niewielkiego budynku wielorodzinnego. Zapamietałam, że w mieszkaniu ściany były białe, a na nich znajdowało się mnóstwo pamiątek, przedmiotów związanych z życiem Indian, także mnóstwo książek. Gospodarz i jego małżonka okazali się przesympatycznymi ludźmi. Czułam się trochę jak w jakimś egzotycznym muzeum, ale różniło się tym od innych muzeów, że wszystkiego można było dotknąć, zapytać, przymierzyć itd. Mój tata przymierzał wielki pióropusz, który Sat-Okh zdjął ze ściany. Potem przymierzał nakrycie głowy jakiegoś szamana, wykonane z futra i ozdobione rogami (bizona?). Tata zabawnie w tym wyglądał i było sporo śmiechu. W tym czasie Supłatowicz miał ok. 58 lat, posiwiałe włosy, był starszy od mojego ojca. Z kolei ja interesowałam się mokasynami, sakiewką i innymi drobnymi przedmiotami używanymi przez Indian. Część z tych przedmiotów Sat-Okh wykonał sam, a trzeba przyznać, że były przepięknie zdobione naszytymi drobnymi koralikami na kształt wielobarwnych wzorów.

Mieszkanie było ozdobione także wieloma obrazami przedstawiającymi Indian, wspaniałe konie, sceny figuralne. Obrazy malowane na papierze i oprawione w proste ramy. Nie pamiętam (nie wiem) jaką techniką, ale wydaje się, że było to połączenie rysunku i akwareli.

Otrzymałam też pamiątkę od Sat-Okha, była to książka "Ziemia słonych skał". Nie miał wtedy polskiego wydania i z półki sięgnął po czerwono-pomarańczowe wydanie bułgarskie. Pamiętam - wspominał o tym, że ten tytuł został już przetłumaczony (wtedy) na 38-39 języków.

"Ślepy  Pew" zrewanżował się mojemu tacie, dedykacją dla mnie, którą napisał w książce (książka się nie zachowała):

Miłej Średniej Pelagii,
córce mojego białego brata,
jeszcze nieoskalpowanego,
wspomnienia z lat młodości

Sat-Okh

Przy dedykacji była data i pod podpisem Sat-Okh także to samo imię w zapisie indiańskim. Nie mam imienia Pelagia, to imię nosiła moja babcia (matka mojego taty). Tata gdy był na statku opowiadał o nas nazywając Pelagiami (mama - najstarsza, ja - średnia i moja siostra - najmłodsza) i dlatego tak adresowana jest dedykacja. "Jeszcze nieoskalpowanego" miało pewnie zabrzmieć jak pewnego rodzaju groźba półkrwi Indianina, po którym można spodziewać się wszystkiego...

W Gdańsku mamy tramwaje, od jakiegoś czasu nazywane są nazwiskami znanych Gdańszczan. Jeden z nich nosi nazwę "Sat-Okh-Długie Pióro Stanisław Supłatowicz", zdarza się że jeżdżę nim do pracy lub mija mnie w drodze i wtedy wspominam prawdziwego Indianina, którego znałam.

 Tu można obejrzeć historię życia Sat-Okha

Zobacz także

0 komentarze